Fragmenty książki
„Wspomnienia z lat szkolnych 1820-1831” Aleksandra Kozieradzkiego
dotyczące nauczyciela matematyki w szkole powiatowej w Łucku,
Józefa Żychowicza (tu Żechowicza)
(…) Żechowicz (…) był to człowiek bardzo pospolity, małą naukę swego przedmiotu posiadający lecz systematyczny. Wykładał też ją, o ile mógł korzystnie, ale że sam niewiele bardzo jej posiadał, przeto także niewiele mógł nauczyć. Oddać mu jednakże należy sprawiedliwość, że ile tylko umiał, tyle nauczył. Surowego obejścia się, do rózeg używania wielki miał pochop i był też hojnym w tym względzie, aż póki prorektorstwo Zienowicza nie położyło tamy tej jego hojności. Był on uczniem szkoły krakowskiej, miał akcent krakowski, nie mógł się żadnym sposobem nauczyć po rosyjsku, nie lubił Moskali, wspominał o dawnej Polsce z żalem i dlatego, chociaż nie był lubionym, jednak nie był nienawidzonym od młodzieży.
Obaj, Zienowicz i Żechowicz, największą mieli powagę, do czego niemało się przyczyniała i ich otyłość. (…) Działanie na zmysły ma wielkie znaczenie, szczególnie u młodzieży. Wprawdzie Zienowicz posiadał najwięcej szacunku, bo i łagodny sposób obchodzenia się, i nauka jego większy wpływ na przekonanie młodzieży wywierały, ale że po Zienowiczu Żurakowski i Żechowicz imponowali, to niczym więcej jak tylko objętością brzucha i używaniem rózeg. Zienowicz posiadał szacunek uczniów, a ci dwaj bojaźń tylko młodzieży posiadali.
(…) Do zabaw należy policzyć tak zwane praktyki. Praktykę stanowiła lekcja praktyczna miernictwa. Żechowicz, o którym wyżej wspomniałem, jako nauczyciel miernictwa był zwierzchnikiem tych praktyk. Każdej wiosny uczniowie uczący się miernictwa powinni byli pod przewodnictwem nauczyciela zdjąć plan jakiejś wioski i właśnie zdejmowanie tego planu uskuteczniało się za pośrednictwem tych praktyk.
(…) Od klasy pierwszej już uczono jeometrii (…) Żechowicz z nowo nadesłanych książek musiał się na starość uczyć jak by uczyć jeometrii w pierwszej klasie żaków, z których wielu czytać jeszcze dobrze nie umiało. Bardzo spuścił ze swej powagi, gdy przysłano Algebrę Lacroix dla wykładu w czwartej klasie. Nastąpiło prawdziwe algebraiczne zrównanie między nauczycielem i uczniami, bo obie strony jednakową, jak się pokazało, posiadały umiejętność algebry i poważny Żechowicz ze wstydem musiał kapitulować, gdyż my sami wykładaliśmy sobie algebrę i rozwiązywaliśmy dzieło Lacroix, a Żechowicz był tylko niemym świadkiem. (…)
(…) Wesoło przeszły mi te wakacje, po ukończeniu których za moje korepetytorstwo dostałem kilka rubli i powróciłem wraz ze Strojnowskimi do Łucka. A że tym Strojnowskim rodzice najmowali utrzymanie i dozór u nauczyciela Żechowicza, przeto i tenże Żechowicz umówił mię na następny rok szkolny za korepetytora do stojących u niego uczniów (…) ofiarując mi za to stół i stancję, a nadto postarał się o kilku przychodzących uczniów, od których na kwartał miałem po kilkanaście złotych
